Red Bull Street Style w Kapsztadzie

Red Bull Street Style w Kapsztadzie

futbol

Światowy finał Red Bull Street Style w Kapsztadzie był wyjątkowy z dwóch powodów. Po pierwsze, nigdy wcześniej wydarzenie to nie wywołało tylu emocji i tak pozytywnych reakcji. A po drugie, poziom stanowczo poszybował w górę.


Dla tłumu po brzegi wypełniającego plac, na którym odbywa się finał Red Bull Street Style 2010, jest to wydarzenie wyjątkowe. Na trybunach panuje odświętna atmosfera. Zupełnie jak po powrocie do domu syna marnotrawnego. Po latach podróżowania wrócił odmieniony – wydoroślał i spoważniał – ale nie ma wątpliwości co do tego, gdzie znajdują się jego korzenie. Wrócił do domu, by podzielić się zdobytą wiedzą i stąd ta energia, którą emanuje publiczność.

Innymi słowy, podczas finału publiczność po prostu oszalała.

Przed tłumem, na podwyższonej okrągłej scenie stoi drobny nigeryjski chłopiec. Skończył dopiero 11 lat. Poza piłką zachowującą idealną równowagę na czubku głowy, ma na sobie jedynie slipki. Ale nie wyszedł na scenę w takim właśnie stroju. Na początku rozgrywek młody Habib Makanjuola miał na sobie spodenki, koszulkę, skarpetki i trampki. Części jego garderoby systematycznie znikały podczas występu – bez utraty kontroli nad piłką, spokojnie balansującą na czubku głowy lub na dużym palcu u stopy. Spróbujcie ściągnąć but i skarpetę z tej samej stopy, na której akurat znajduje się piłka.

Widowni ten pokaz najwyraźniej się spodobał. Po pierwsze – Habib ma około 1,20 m wzrostu, co stwarza mylne pozory, że jest dużo słabszy od innych. Po drugie – jego triki są niezwykle oryginalne. I po trzecie – reprezentuje on to, z czego publiczność doskonale zdaje sobie sprawę: organizacja zawodów Street Style w Afryce oznacza powrót tego sportu do rodzinnego domu. Może i ma nową supernazwę, ale jego esencja – wykonywanie trików przy użyciu piłki – nie jest dla Afrykańczyków niczym nowym. A zwłaszcza dla mieszkańców RPA , którzy od wielu, wielu lat rozgrywają tak zwane diski, czyli mecze piłkarskie w każdym możliwym miejscu: od obszarów, gdzie czerwonej afrykańskiej ziemi nie pokrywa ani jedno źdźbło trawy, do betonowych boisk szkolnych. Zazwyczaj używają do tego piłki tenisowej, ale właściwie każdy w miarę okrągły przedmiot jest dobry – i tak bardziej liczą się umiejętności zawodników, niż strzelenie gola. Wszyscy na takim boisku umieją żonglować, przerzucać i chwytać piłkę – to podstawa. Liczy się przede wszystkim styl. Tak można tu zdobyć szacunek i uznanie.

Publiczność w Kapsztadzie po zaledwie trzech sekundach inauguracyjnego występu zawodów rozpoznała, doceniła i uznała Street Style za swój rodzimy sport. Wielu z nich nigdy wcześniej nie widziało tego typu wydarzenia, ale wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że DNA i korzenie są te same. Reguły nie są skomplikowane – trzy minuty, dwóch zawodników; każdy ma 20 sekund z piłką, a następnie podaje ją przeciwnikowi. Reasumując, każdy ma 90 sekund na zrobienie wrażenia na sędziach. Proste. Tak jak sam sport. I to się właśnie podoba.

Podoba się także muzyka grana przez legendarnego DJ -a z RPA – Ready D. Niskie brzmienia, wibracje i dudnienie w tle potęgują atmosferę oczekiwania i ekscytacji. Nie chodzi już tylko o zobaczenie nowego wydarzenia. Liczy się prezentacja czegoś, co publiczność zna, ale w zupełnie nowy sposób. Ziarno zostało zasiane – młodzi chłopcy podziwiający zawodników na scenie już marzą o wymyślaniu własnych trików.

Na scenie widać ruchy rodem z Kung Fu. ”Mistrz stabilnej stopy” powrócił, by przekazać swoim uczniom całą wiedzę zdobytą podczas dalekich podróży. Kilka dni wcześniej niektórzy zawodnicy odwiedzili lokalne szkoły, w których zademonstrowali, jak tradycyjne diski przerodziło się w Street Style. Aktualny mistrz świata, Arnaud ”Séan” Garnier, wprawił w osłupienie szkolne dzieciaki swoim b-boy’owym występem, pokazując, co można zrobić z piłką futbolową.

Ale nie tylko zawodnicy pozytywnie szokowali. Ich samych zachwyciło naturalne piękno i wyjątkowa energia miasta. Widniejący na liście światowego dziedzictwa UNESCO Kapsztad to miejsce wyjątkowe. Jeśli RPA jest klejnotem Afryki, to Kapsztad jest diamentem zdecydowanie wyróżniającym się na tle pozostałych. Przypomnijmy sobie Afrykę pokazywaną na Dicovery Channel. Kapsztad w niczym jej nie przypomina. Panuje tu atmosfera relaksu i iście śródziemnomorski klimat. Plaże są tu lepsze niż na Lazurowym Wybrzeżu, a w pobliżu znaleźć można liczne winnice.
Światowy Finał Red Bull Street Style 2010 odbywa się na tle imponującej Góry Stołowej. ”Jak już będzie po wszystkim, od razu się tam wdrapuję” – zapewnia, wskazując palcem na szczyt, Hoai-Nam ”Nam The Man” Nguyen – piłkarz freestylowy z Irlandii . Tak jak pozostali zawodnicy, Nam był już na szczycie Głowy Lwa – formacji zlokalizowanej po zachodniej stronie Góry Stołowej, gdzie zorganizowano spektakularną sesję zdjęciową – ale energia tej spłaszczonej góry w magiczny sposób przyciąga ludzi. Naprawdę nie warto słuchać stacji informacyjnych zapewniających o ”niebezpieczeństwie” czyhającym w tym kraju na turystów. Nam najwyraźniej nie został napadnięty, gdy tylko się tu znalazł. ”Największe wrażenie robią na mnie ludzie” – mówi. ”Wciąż słyszy się straszne historie o RPA , ale ja bardzo chciałem zobaczyć to miejsce na własne oczy. I niespodzianka – nic mi się nie stało”.

Ale to nie do końca prawda. Poległ już w ćwierćfinałach, co nie jest najlepszą rzeczą, jaka mogła mu się przytrafić, ale biorąc pod uwagę poziom rywalizacji na Mistrzostwach 2010, dotrzeć tak daleko to już wielki sukces.

”Moja przygoda z freestylem zaczęła się 20 lat temu i od tamtej pory poziom umiejętności zawodników znacznie wzrósł” – mówi mistrz ceremonii Street Style 2010 i pionier piłkarskiego freestylu, Steve ”Eli Freeze” Elias. ”Od ostatniego światowego finału Street Style w 2008 roku ten sport naprawdę się zmienił. Byłem pod wrażeniem tego, co prezentowali zawodnicy dwa lata temu w Sao Paulo, ale w RPA poziom drastycznie wystrzelił w górę. Oglądając pokazy w internecie lub na zawodach takich jak ten, widzę kreatywnych ludzi nieustannie wymyślających nowe triki. Poziom ciągle rośnie”.

Jednym z najbardziej kreatywnych piłkarzy freestylu jest duma RPA – Kamal ”Kamalio” Ranchod. Kamalio i jego znak rozpoznawczy – spodnie dresowe- są tak wyluzowani, że wyglądają, jakby dopiero co wygrzebali się z łóżka. Teoretycznie Kamalio ma powody do zmartwienia – spoczywa na nim przytłaczający ciężar oczekiwań rodaków. W końcu jest ich faworytem. Podczas eliminacji Kamalio dosłownie niszczył rywali, z uśmiechem na twarzy i przyjaznym uściskiem na zakończenie. Pozostała piętnastka miała się czym martwić. Ktoś tak dobry nie powinien być tak miły.
Nawet gdy niemal zmuszano go do odpowiedzi na pytanie, jakie jego zdaniem ma szanse na finał, Kamalio odpowiadał: ”Moi rywale są naprawdę dobrzy. Nie, nie jestem jednym z faworytów. Po prostu cieszę się, że jestem w najlepszej szesnastce”. Ale Street Style nie widział jeszcze szczytu jego możliwości… I to niepokoi pozostałych zawodników. W pięknym stylu wygrał kwalifikacje, a nawet nie wykonał jeszcze swojego popisowego triku. Wszyscy słyszeli o ”Kung Fu Kum Down” – niektórzy nawet podziwiali ten trik w interncie, ale nikt nie widział Kamalio wykonującego go na zawodach. Polega on na przejściu z pozycji stojącej do siedzącej, bez utraty kontroli nad piłką. ”Podbijam piłkę w górę, pozwalam jej się odbić dwa razy od ziemi, pomiędzy tymi odbiciami nurkuję pod piłkę i wykonuję dwa obroty z wykopem w stylu kung-fu. Z każdym obrotem zniżam się do ziemi, aż w końcu siadam i po raz trzeci piłka odbija się już od moich kolan”.

Gdy w finałową noc rozpoczyna się runda Top 16, wyraźnie odznacza się kilku pretendentów do zwycięstwa: broniący tytułu Séan z Francji, Kamalio z RPA , kolejny pupil publiczności – Christian ”Rocky” Mayorga z Kolumbii oraz skandynawski duet – Anders ”Azun” Solum i Brian ”Brizze” Mengel z Danii. Młodziutkiemu Habibowi niestety się nie udało. Jego czas w końcu nadejdzie.
Podczas rundy finałowej w gronie sędziów zasiadły legendy futbolu: Edgar Davidtz i George Weah, a obok nich były mistrz Street Stylu z RPA , Chris Njokwana. Choć ani Weah, ani Davidtz, nie są freestylerami, sędziowali już na tych zawodach i wiedzą dokładnie, czego szukać. Każdy ma przydzieloną kategorię: Weah – ”kontrola”, Davidtz – ”kreatywność”, Njokwana – ”styl”.
”Grałem w piłkę nożną na najwyższym poziomie, a nie mam nawet połowy umiejętności” – mówi Weah. ”Skupiam się na kontroli. Chcę widzieć, czy zawodnicy kontrolują piłkę, a nie ona ich. Mój głos powędruje do tych, którzy potrafią utrzymać piłkę w bliskiej odległości od własnego ciała, przy zachowaniu jednocześnie dużej prędkości”.

Prędkość i kontrola okażą się tej nocy niezwykle ważne w związku z jeszcze jedną cechą charakterystyczną dla Kapsztadu: właśnie tej nocy postanowił zaatakować wściekły południowo-wschodni wiatr. Choć arena jest przed nim zabezpieczona, podmuchy przedostają się do środka. W całym tym zamieszaniu sensację wzbudził Austriak Faruk Onmaz, pokonując Séana i jego b-boy’owe umiejętności. Z ”pomocą” wiatru z wygraną pożegnał się też Rocky i reprezentant Polski Łukasz Chwieduk, który stał się jednym z faworytówe pokonując w walkach grupowych samego Azuna.

Od samego początku zawodów można było rozróżnić dwie szkoły piłkarskiego freestylu. Na jedną wpłynął hip-hop – jej zwolennicy są przede wszystkim b-boy’ami, którzy do swej choreografii dodali piłkę. Ta druga – preferowana przez Azuna i Brizze’a – skupia się na futbolu.

”Nie rozumiem, po co ten breakdance” – mówi Brizze. ”Nie sądzę, by była to część Street Style’u. To zupełnie nie mój styl. Widowni może i spodoba się stanie na rękach i tego typu sztuczki, ale to nie to”. Sędziowie chyba zgadzają się z Duńczykiem, bo do finału awansuje jego wysoki skandynawski kolega Azun, a razem z nim lokalny faworyt – Kamalio. Azun trzyma piłkę blisko siebie, nie tracąc kontroli nawet na moment – strategia ta sprawdza się przy wietrze – a Kamalio, zgodnie z obietnicą, na każdym etapie prezentuje nowy trik.

Przez pierwsze dwie minuty idą łeb w łeb – może Kamalio minimalnie wysuwa się na prowadzenie – ale ostatnie 30 sek. zmienia wszystko. Reprezentant RPA traci kontrolę podczas słynnego ”Kung Fu Kum Down”… Za to Azunowi idealnie wychodzi potrójny ”Around The World”. Trik ”Around The World” polega na podbijaniu piłki stopą, którą jednocześnie wykonuje się obrót wokół piłki przed ponownym jej podbiciem. Podwójny obrót jest ciężki. Potrójny nie udał się do tej pory w tym konkursie nikomu.

Raz, dwa, trzy i zwycięża Azun. ”Biorąc pod uwagę poziom zawodów w Kapsztadzie, w ogóle się tego nie spodziewałem” – mówi po fakcie. ”Jest tu kilku genialnych zawodników i miałem jedynie nadzieję na finałową szesnastkę – cała reszta to wyjątkowy bonus. Przed moim potrójnym trikiem byłem przekonany, że Kamalio wygrał – pokazał niesamowite rzeczy, ale po nim wiedziałem, że mam dużą szansę. To najtrudniejszy trik na świecie. Ćwiczyłem przez cztery lata i udało mi się go wykonać zaledwie dwa razy – to był ten drugi”.
Publiczność jest nieco rozczarowana, ale w chwili, gdy wszyscy zawodnicy wdrapują się na scenę, by uściskać zwycięzcę, rozlega się gromki aplauz. Red Bull Street Style 2010 postawił poprzeczkę naprawdę wysoko. Kolejny światowy finał w 2012 roku zapowiada się sensacyjnie.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments